Czy SAM możesz naprawić swój związek? - Robert Marchel
<< Wróć do listy

Czy możesz SAM naprawić swój związek?

Pewnie słyszałeś takie powiedzenie, że zwycięstwo ma wielu ojców, ale porażka jest sierotą. Nie jestem fanem mądrości ludowych, ale to powiedzenie pokazuje idealnie błąd poznawczy, który w naszych związkach podczas kryzysu jest wyjątkowo niebezpieczny. Ten błąd poznawczy polega na tym, że jako ludzie mamy wyraźne tendencje do przypisywania sobie zasług za różne osiągnięcia i odwrotnie z porażkami - mamy tendencję do zwalania winy na wszystkich dookoła tylko nie na siebie - to normalny mechanizm obronny, który ujawnia się w wielu sytuacjach, nie tylko w związkach.
 
Ten błąd poznawczy jest tak silny, że nie jesteśmy w stanie nic z nim zrobić tylko słysząc o tym jak on działa - bo to, że to co mówię ma teraz dla Ciebie sens, nie znaczy jeszcze, że teraz jesteś już odporny na ten błąd.
 
Zanim odniesiemy to zjawisko do związków, zobaczmy jak bardzo niszczący jest to błąd w codziennym życiu.

Wyobraźmy sobie, że otwierasz nową restaurację o której zawsze marzyłeś, planowałeś to od dawna, dopracowałeś menu, zatrudniłeś personel, włożyłeś w to dużo serca i własnych oszczędności - ale kiedy w końcu otwierasz ten biznes… to nic się nie nie dzieje. Masz tylko sporadycznych gości i Twoja restauracja generuje straty.
 
Właśnie w takiej sytuacji mamy skłonności do tłumaczenia sobie, dlaczego nam nie wyszło. Może dlatego, że akurat w okolicy otworzyła się inna konkurencyjna restauracja i zgarnęła Ci cały ruch, może pracownik, który był odpowiedzialny za promocję nie robił tego co mu powiedziałeś i nie potrafił przyciągnąć klientów, a do tego Twój kucharz za mało się przykłada.
 
Im bardziej zaczynasz wierzyć w takie wymówki, tym bardziej odsuwasz odpowiedzialność od siebie - to jest właśnie ten mechanizm. I oczywiście możesz się czuć z tym lepiej - niż przyznając się, że to przez Ciebie ta restauracja nie działa. Jednak taka postawa zwalania odpowiedzialności na zewnętrzne rzeczy sprawia - że jesteś bezbronny. Nic nie możesz zrobić. Nawet trudno jest myśleć, co tu możesz zrobić lepiej, skoro jesteś przekonany, że to zewnętrzne okoliczności Cię blokują. W takiej sytuacji jesteś ofiarą, która tylko może czekać aż coś się samo zmieni - a to jest bardzo bardzo zła postawa, bo nieświadomie zupełnie oddajesz kontrolę.
 

Weź za wszystko odpowiedzialność

 
Żeby pokonać ten błąd poznawczy i znowu przejąć kontrolę nad sytuacją, trzeba przyjąć dokładnie odwrotną postawę.

Wyobraź sobie, że bierzesz pełną osobistą odpowiedzialność za wszystko co nie działa. Kiedy, Twój pracownik jest niekompetentny, to nie siedzisz i nie narzekasz, że nie da się nikogo znaleźć, tylko zastanawiasz się jak znaleźć odpowiednich ludzi, albo jak ich lepiej przeszkolić. Kiedy pojawiła się mocna konkurencja zamiast narzekać, że nie powinni się pojawić, czy przeklinać swojego pecha, ciągle myślisz nad tym co zrobić, żeby wyróżnić się na rynku. Nawet, kiedy przychodzi covid i rząd zamyka wszystkie restauracje, to masz do podjęcia decyzję - czy jest w ogóle sens jeszcze prowadzić ten biznes - czy może nie, bo straty będą tak duże, że nie opłaca się tego dalej ciągnąć. I być może najlepszą decyzją pod względem finansowym byłoby zamknięcie restauracji - przynajmniej tymczasowo.
 
Natomiast jeśli stwierdzisz, że chcesz działać, to jedyną rozsądną opcją jest skończenie ze zwalaniem winy na zewnętrzne okoliczności, tylko zastanowienie się co Ty możesz zrobić lepiej w sytuacji, w której się znalazłeś. Nie z pozycji ofiary, tylko z pozycji władzy. I to jest trudne, bo to wymaga pokory. Wymaga przyznania się, że jeszcze czegoś nie umiesz. W konsekwencji wymaga też ciągłej nauki i czerpania inspiracji - ale tylko taka postawa na dłuższą metę pozwoli Ci pokonać wszystkie przeciwności. I nawet, kiedy przychodzi covid, sanepid przychodzi z kontrolą i nakłada Ci karę, albo nawet masz takiego pecha, że na restauracje spada Ci meteoryt - to żadna z tych rzeczy nigdy nie usprawiedliwia myślenia jak ofiara.
 
I dokładnie z taką samą postawą trzeba podejść do problemów w Twoim związku. Przy pierwszej okazji, kiedy uwierzysz, że Twój partner jest toksyczny, musi pójść na terapię, albo po prostu musi się zmienić - stajesz się bezbronną bezsilną ofiarą. Taką sierotą, która tylko narzeka i czeka, aż coś się samo wydarzy. I oczywiście możesz mówić, że już próbowałeś, że Ty masz dość pracy nad sobą, kiedy druga strona nie kiwnie nawet palcem - jeśli się naprawdę nie da, to po co tkwisz w tym związku? Po prostu go zakończ.
 
Nie znam Cię, ale zakładam, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że nie zrobiłeś jeszcze wszystkiego co mogłeś. W praktyce wygląda to tak, że podczas kryzysu każda z osób w związku doskonale widzi co jej przeszkadza w partnerze i obie te osoby nawzajem wymagają od siebie zmian. I nawet jeśli to Ty masz rację i Twój partner robi 10 razy gorsze rzeczy niż Ty, popełnia 10 razy więcej błędów, to nadal nie usprawiedliwia Twojego bycia ofiarą. Nadal Twoje wymaganie zmian będzie destrukcyjnie wpływało na związek. I nadal dopiero przyjmując pozycję władzy, będziesz mógł zacząć myśleć nad tym co ja mogę zrobić lepiej i jak ja mogę pomóc mojemu partnerowi, żeby między nami było lepiej.
 
Nie zmienia to oczywiście faktu, że jeśli oboje zaczniecie pracować nad Waszym związkiem, to będziecie mieli zdecydowanie większe szanse na pokonanie kryzysu niż, gdyby to robiła tylko jedna strona. A jednak lepiej, żeby tylko jedna strona chciała pracować nad związkiem z postawą władzy, niż gdyby obie strony chciały pracować nad związkiem z pozycji ofiary.
 
Wiem, że przy okazji tego tematu pojawia się jeszcze jedno nieporozumienie. Nie chodzi o to, że Ty masz się bardziej starać o swojego partnera. Masz więcej zabiegać, czy okazywać więcej miłości. W pozycji władzy nie chodzi o to, żeby się więcej starać, tylko ciągle się zastanawiać co ja mogę zrobić, żeby było między nami lepiej - a jeśli zachwiana jest między Wami równowaga zaangażowania i to Ty do tej pory za bardzo się starałeś, to tym czymś co działa, jest zdobycie wiedzy o tym jak działa równowaga zaangażowania i co możesz zrobić, żeby ją naprawić - a w praktyce oznacza to, że musisz okazywać mniej zainteresowania niż do tej pory.
 
Wiem, że z tą postawą pojawia się jeszcze jeden problem. Jest bardzo niesprawiedliwa. Dlaczego to Ty masz się edukować i rozwiązywać problemy, kiedy Twój partner nie chce nawet kiwnąć palcem? Gdybyście byli konkurentami i walczyli o jakieś ograniczone zasoby, to byłaby to zrozumiała obawa. Tylko w praktyce pamiętaj, że jesteście w jednej drużynie. Wyobraź sobie, że grasz w siatkówkę plażową z inną parą i wtedy wkurzasz się na partnera, że za mało biega, albo ma za słabą kondycję - i do tego uznasz, że skoro Twój partner nie rzuca się za piłką to Ty też nie będziesz. Taka postawa sprawi, że oboje przegracie mecz. Nawet jeśli Twój partner gra dużo gorzej od Ciebie, to jedyna konstruktywna postawa, która odbije się pozytywnie na wyniku to danie z siebie wszystkiego co możliwe. Nawet jeśli to nie jest sprawiedliwe.
 

Jak naprawić swój związek - praktyczny przykład

 
Przyjrzyjmy się w końcu jak to działa na konkretnym przykładzie w związku. Wyobraźmy sobie parę Beatę i Grześka - ich związek jest w dużym kryzysie. Beata narzeka na to, że Grzesiek jest zaborczy. Jest zazdrosny o jej kontakty z kolegami z pracy. Ma pretensje o to, że Beata jest oziębła, nie chce się z nim kochać, ani nie chce spędzać z nim tak dużo czasu jak on chce i Grzesiek często się o to obraża. Natomiast Grzesiek ma dość, że nie dostaje tyle ciepła od Beaty ile by chciał i czuje się z tym bardzo sfrustrowany i bezsilny. Do tego wszystkiego w ich relacji jest sporo wrogości i kłótni, które zdarzają się regularnie.
 
W tym przykładzie ewidentnie każdy ma jakieś wymagania do drugiej strony. Beata ciągle się rozwija i czyta na temat psychologii - zaciągnęła nawet swojego partnera na terapię par - która niestety nie przyniosła żadnego efektu - Grzesiek nadal nie widzi swoich błędów. Grzesiek nawet nie jest świadomy tego, że popełnia błędy i wymaga od Beaty tego, żeby była cieplejsza i dawała więcej od siebie.
 
W praktyce w takich przypadkach jakieś 90% działań jest do zrobienia po stronie Grześka. To on może zrobić bardzo dużo - nawet jeśli tego nie widzi. Jeśli Ty sam identyfikujesz się z przykładem Grześka, to koniecznie przerób mój kurs - 6 błędów, przez które partner się nie stara.

W tej sytuacji Grzesiek musi przede wszystkim przestać popełniać błędy, które odpychają od niego Beatę. Musi pozbyć się roszczeniowej postawy, że ona musi go kochać i o niego zabiegać - bo Beata niczego nie musi. To bardziej Grzesiek przez swoje zachowanie decyduje o tym co czuje do niego Beata - niż sama Beata. Dlatego jeśli ten facet ma mieć do kogoś pretensje, to tylko do siebie.
 
Z kolei Beata nawet jeśli Grzesiek nie kiwnie palcem, nadal może zrobić bardzo dużo. Po pierwsze może sama zdobyć wiedzę, którą tak naprawdę w pierwszej kolejności powinien zdobyć Grzesiek. Po drugie może być wobec Grześka dużo bardziej wyrozumiała. Mogłaby zacząć patrzeć na niego jak na biednego skrzywdzonego człowieka, który potrzebuje miłości - a taka zmiana perspektywy sprawiłaby, że Grześkowi dużo trudniej byłoby ją wytrącić z równowagi. Oczywiście pod warunkiem, że Beata jeszcze chce walczyć o ten związek - jeśli nie chce - ok, zawsze ma prawo się rozstać. Ale jeśli chce - to nawet w tym przypadku, kiedy po Grzesiek po swojej stronie może zrobić znacznie więcej, powinna się skupiać na tym co ona sama może zrobić.
 
I do tego wszystkiego każde z nich mogłoby zacząć ćwiczyć skuteczną pokojową komunikację, powinni się nauczyć jak powstaje wrogość i jak ją łagodzić, czy jak budować przyjacielską więź i wiele wiele więcej. Idealnie gdyby każda osoba zrobiła co może po swojej stronie - ale najgorsze co mogą zrobić to narzekać, że druga strona się nie zmienia. To właśnie przez to mamy parę dwóch osób, które bezsilnie czekają aż ich związek stoczy się tak mocno, że będzie nie do wytrzymania i w końcu jedna strona uzna, że jest już nie do wytrzymania.
 
Wiem, że ta wypowiedź na pewno nie przekona jeszcze wielu sceptyków, którzy mają dobrze wyrobione zdanie o toksyczności swojego związku - dlatego zwłaszcza do tych sceptyków mam jedno pytanie. Na pewno wiesz co dokładnie przeszkadza Ci w Twoim partnerze. Ile czasu poświęciłeś na to, żeby się doszkolić w tym temacie. Ile książek czy kursów przerobiłeś na temat tego jak poradzić sobie z sytuacją, w której obecnie jesteś? Ile osób poprosiłeś o pomoc w wyjściu z tej sytuacji? Sam sobie odpowiedz na to pytanie.
 
Natomiast jeśli odpowiedź brzmi ZERO. To pierwszym krokiem w takiej sytuacji jest nauka - czyli nic innego jak zdobywanie wiedzy i ćwiczenie umiejętności związkowych.
 
I tutaj mam dobrą wiadomość. Skończyłem już pisać moją najnowszą książkę związkową. Aktualnie trwa proces wydawniczy, ale już teraz chciałem ogłosić, że dla każdego, kto zapisze się na listę oczekującą - książka będzie dostępna po kosztach druku i wysyłki - czyli za maksymalnie kilkanaście złotych. To taki mój prezent dla Was. Kliknij TUTAJ, aby zapisać się na listę oczekujących. 
 
Ciekawy jestem co myślicie na ten temat - czy Cię przekonałem do przyjęcia postawy władzy, czy może nie do końca. Zachęcam do dyskusji w komentarzach. Jak zawsze to jest dla mnie bardzo cenne.
 
Do zobaczenia,
Robert Marchel